"Spełnione marzenia" w marcowym wydaniu Ładnego Domu
“W bardzo bliskim sąsiedztwie lasu powstał dom jednorodzinny, który jest żywym dowodem na to, jak budynki z katalogu potrafią nawiązywać niepowtarzalną relację z mieszkańcami i z otoczeniem…” – tak rozpoczyna się artykuł opowiadający historię Państwa Agnieszki i Kamila Kochinkę oraz ich wyjątkowego domu, zrealizowanego na podstawie projektu HOMEKONCEPT 37. To opowieść, która – jak podkreślają sami jej bohaterowie – pełna jest niemal kosmicznych zbiegów okoliczności. Miłej lektury:)
METRYKA BUDYNKU Projekt architektoniczny: HOMEKONCEPT 37 Powierzchnia użytkowa domu: 185 m2 Powierzchnia działki: 2100 m²

Gdy w maju 1978 r. słynny później na cały kraj Jan Wolski wyjeżdżał z lasu na polankę niedaleko Emilcina, jego oczom ukazał się zawieszony w powietrzu obiekt. Widok był naprawdę spektakularny.
Filmik zamieszczony przez pracownię architektoniczną HOMEKONCEPT zaczyna się nieco podobnie – kamera zamontowana na dronie przedziera się przez las w stronę polany, na której zza drzew wyłania się stopniowo biały zgeometryzowany obiekt, jakby z innego świata. Wygląda imponująco. Nie przyleciał tu jednak z odległej galaktyki, ale z Krakowa, a dokładniej – z jak najbardziej ziemskiego katalogu domów. Nie jest już tamtym latającym „autobusikiem” z majowego poranka, ale dużym, komfortowym obiektem, zapewniającym wygodne życie dla czteroosobowej rodziny, wzniesionym w jednej z miejscowości województwa lubuskiego.
A początek tej historii jest naprawdę trochę nie z tej ziemi.
Działka spod latarni
Bo czy często zdarzają się takie koincydencje?
W osiemnaste urodziny panna Agnieszka otrzymała w prezencie od rodziców… działkę. Posesja o powierzchni 20 arów leżała w niedużej miejscowości koło Słubic i była wspaniałym podarunkiem, z tym że po jakimś czasie zaczęła niespodziewanie tracić na wartości. Dokładniej: tracić w oczach Agnieszki i miłości jej życia, Kamila, i to gwałtownie. Bo gdy oboje zaczęli przymierzać się do postawienia na niej domu jednorodzinnego, okazało się to wcale nie takie proste.
– Posesja graniczyła z aż pięcioma sąsiednimi działkami: po prawej, po lewej, po skosie przez narożnik, to samo przez drugi narożnik oraz z tyłu – tłumaczą Agnieszka i Kamil. – A ponieważ mieliśmy już wybrany projekt domu, który wyróżniał się ogromnymi przeszkleniami, nie wyobrażaliśmy sobie budowy w takim miejscu, bo nie chcieliśmy ani zaglądać przyszłym sąsiadom w okna, ani by oni robili to samo nam. Wprawdzie żaden dom tam jeszcze wtedy nie stał, ale uznaliśmy, że życie w takim otoczeniu mijałoby się z celem i zaczęliśmy szukać czegoś innego.
Ich wymagania były konkretne: działka musiała leżeć przy lesie lub otwierać widoki na pola, przestrzeń czy jezioro, ale w taki sposób, by mieli gwarancję, że za kilka lat nikt nie wybuduje się tuż za płotem. Jednocześnie obojgu zależało na rozsądnej odległości od miasta, aby uniknąć długich dojazdów. Odwiedzali więc okoliczne wioski, sprawdzali tabliczki z ogłoszeniami i rozmawiali z mieszkańcami, jednak większość ciekawych ofert była już sprzedana.
– W pewnym momencie okazało się, że najciemniej jest pod latarnią – opowiadają. – Znaleźliśmy bowiem działkę oddaloną zaledwie o 500 m od tej „urodzinowej”, ale zupełnie inną w charakterze. Była ukryta na końcu ślepej uliczki, w samym narożniku lasu. Jej cechę charakterystyczną stanowiło spore nachylenie, co prawdopodobnie zniechęciło wcześniejszych zainteresowanych. Dzięki temu jako jedyna w sąsiedztwie lasu pozostawała wciąż do kupienia. Od razu dostrzegliśmy w tym spadku potencjał.
Kosmiczne zbiegi okoliczności na tym się wcale nie kończyły.
– Co ciekawe, właścicielem był ten sam człowiek, od którego rodzice Agnieszki kupowali niegdyś pierwszą działkę – mówi pan Kamil. – Z niewielką dopłatą udało nam się dokonać wymiany! W efekcie obie strony były zadowolone. Właściciel uznał, że łatwiej sprzeda płaski teren, a my zyskaliśmy wymarzone miejsce w lesie. To była klasyczna transakcja „win-win”.
Obserwacje na kocu
Jeszcze przed zakupem oboje zdążyli dokładnie poznać wady i zalety posesji. Wiedzieli, że różnica poziomów wynosi aż 5 m, ale postanowili przekuć ją na atut ciekawszego niż standardowo ukształtowania terenu, dopełniającego otoczenie domu. Dokładnie analizowali też naświetlenie całego placu.
– Wielokrotnie odwiedzaliśmy to miejsce o różnych porach dnia – opowiadają. – Siadaliśmy na kocu i obserwowaliśmy ruch słońca oraz cienie rzucane przez drzewa. Układ okazał się idealny: las mamy od północy i wschodu, więc wyglądało na to, że latem gęste liście dadzą kojący cień, a zimą, gdy korony są gołe, słońce swobodnie będzie wpadać do wnętrz. Widzieliśmy, że działka oferuje doskonały balans – w upały jest gdzie się schować, a gdy potrzebujemy słońca, zawsze znajdziemy je w ogrodzie. To rzadkość, bo widywaliśmy domy przy lesie, które przez cały rok tonęły w mroku.
Agnieszka i Kamil od początku celowali w dom z katalogu.
– Gotowy projekt dawał nam możliwość obejrzenia wizualizacji i dokładnych planów od ręki, a opcja wprowadzania zmian sprawiła, że mieliśmy szansę otrzymania domu idealnego za ułamek ceny projektu indywidualnego – tłumaczą.
A że szukali, jak mówią, „architektury nieoczywistej i nowoczesnej, która wyróżnia się z tłumu”, więc postawili na ofertę krakowskiego biura HOMEKONCEPT, prowadzonego przez Joannę Wnętrzak-Śniegowską i Marcina Śniegowskiego. Zależało im na nowoczesnej bryle z płaskim dachem i, idąc tym tropem, wybrali projekt HOMEKONCEPT 30. Niestety, okazało się, że miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, obowiązujący dla tej okolicy, nie przewiduje płaskich przekryć. Zdecydowali się więc na podobny w koncepcji HOMEKONCEPT 37, zwieńczony dachem czterospadowym, ale tak pomyślanym, by w widoku z kilku stron ukrywał swoje istnienie. Wszystko dzięki cofnięciu połaci do środka i zastosowaniu ukrytych rynien – tłumaczą inwestorzy. – Dodatkowo obniżyliśmy kąt nachylenia dachu z katalogowych 30 stopni do 25, co jeszcze bardziej go zakamuflowało.
Uważna obserwacja bryły pozwala dojść do wniosku, że „kamuflaż” to niemalże drugie imię tego projektu. Zdjęcia wykonane w trakcie budowy, która ruszyła w lutym 2018 r., zdają się sugerować, że powstaje tu jakiś całkiem spory obiekt użyteczności publicznej, w rodzaju gminnego ośrodka kultury czy kameralnej szkoły, albo np. okazała willa rodem z tureckich seriali. Tymczasem lektura dokumentacji mówi wyraźnie, że chodzi o budynek, którego powierzchnia użytkowa w wersji katalogowej wynosi zaledwie 185,49 m2, a więc nie pałac, a dość średniometrażowy dom jednorodzinny. To złudzenie wykreowano obudowaniem bryły serią dodatkowych elementów architektonicznych. Przede wszystkim należy do nich szeroka, masywna biała betonowa opaska, tworząca ażurowe zacienienie w poziomie sufitu pierwszego piętra. Wygląda ona niczym wielka kratownica opasująca od góry połowę bryły i poszerzająca ją optycznie. Kamuflaż! Podobny zabieg, ale na znacznie mniejszą skalę, powtórzono na części parteru, kreując tam za pomocą podobnej ażurowej konstrukcji nieduże przekrycie schowanego w bryle ogrodowego tarasu. Do tego dodajmy kostkę dwustanowiskowego garażu, dostawioną do podstawowego obrysu domu. Wszystkie te zabiegi „pompują” wizualnie wielkość rezydencji, a ponieważ uczyniono to ze smakiem i pomysłem (choćby ta mistrzowska iluzja wycięcia bryły w kształcie litery Z od ogrodu!), z użyciem nowoczesnych i estetycznie dopracowanych materiałów, więc nic tu nie boli, wszystko się ze sobą „klei” i harmonijnie uzupełnia.
(…)
Pełna wersja artykułu dostępna w marcowym numerze miesięcznika ŁADNY DOM (NR 3 (307) MARZEC 2026 lub w cyfrowej wersji na stronie magazynu: www.ladnydom.pl/spelnione-marzenia
Komentarze
Brak komentarzy
Musisz być zalogowany aby dodawać komentarze.